Chciałbym kiedyś móc zbudować wielki dom
Tak ogromny, żeby miał jasnych okien sto
W środku wielki stół, na nim świeży chleb
Żeby moi przyjaciele chcieli mieszkać w nim
Na, na, na, na, na...
Dobrze byłoby przy tym stole siąść
Zamiast błąkać się po świecie razem sobie żyć
Bardzo chciałbym móc zbudować wielki dom
I zaprosić was do siebie, razem z wami być!
Na, na, na, na, na...
Chodzą, chodzą ludzie po świecie
Nic im w życiu się nie wiedzie
Tacy mali, tacy biedni
Przestraszeni, zagubieni
Chodzą spodnie, buty, szelki
Pełne wrażeń smutne twarze
Wciąż te same smutne twarze
Chodzą mędrcy, chodzą głupcy
Wciąż czekając na swój dzień
Nie ma winnych, wszyscy święci
Nie ma winnych, wszyscy święci
Wszyscy świeci
Nie ma winnych, wszyscy święci
Chodzą w przód, chodzą w tył
Nic nie widzą, nic nie słyszą
A gdy złapią dobry kurs
Wtedy ze wszystkiego szydzą
Idą ludzie idą, cos im się tam roi
Myślą ludzie myślą, a każdy każdego się boi
Nie ma winnych, wszyscy święci...
Nie potrafią nawet kochać
Brak im luzu i radości
Często robią głupie miny
Świat ich nudzi, świat ich złości
Mają brzydkie myśli
To ich cieszy, to ich bawi
I tak sobie idą
Równym kroczkiem do kliniki
Nie ma winnych, wszyscy święci...