Gdzieś dogasa cicho dzień, sen ogarnia ludzi już

Czarownice knują coś, dzieci jeszcze nie wiedzą nic
Gdzieś szalony sabat trwa w imię szczytnych ideałów
Świat okrywa lepka mgła różnych kłamstw i komunałów
Dzieci znów niegrzeczne są, więc zabrano im zabawki
Czarownice cieszą się, wymyślają nowe bajki
Czarownice bezwstydnice, każą dzieciom wcześnie spać
Przekopują piaskownice, w piłkę też nie wolno grać
Dzieci nie są takie głupie, sabat już nie straszny im
Trochę sobie popłakały, na podwórku robią szum
Dzieci nie da się oszukać, czarownice boją się
Co ma pływać nie utonie, czarownice znikną gdzieś








Nie jesteś, niestety, wolny od łez

W twej głowie zmęczonej zepsuło się coś
Nie mogę ci pomoc, choć bardzo tego chcę
Dryfujesz po morzu, na imię mu lęk
W czterech ścianach własnych marzeń
Dopadnie cię śmierć
Nie jesteś, niestety, wolny od łez
W twym ciele spalonym czai się śmierć
Zabiłeś swe dziecko i masz do życia żal
Twoje szklane oczy przerażają mnie
W czterech ścianach własnych marzeń
Dopadnie cię śmierć...